Czasami zastanawiam sie nad sensem - sensem zycia, sensem istnienia, uwarunkowaniem zycia... Samo w sobie przeciez nie ma sensu? Rodzisz sie - umierasz. Zadna z podjetych miedzy czasie decyzji niczego nie zmieni... Koniec zawsze jest taki sam. Roznica detali... ot dom, lozko szpitalne czy rozbity samochod. Czasem ma sie szczescie ginac w katastrofie samolotowej lub innym nadprzyrodzonym zjawisku. Nie mozna sie smierci spodziewac ani zaplanowac jej granic. Gdy odchodzisz ludzie Ci najblizsi cierpia, nie pojety bol rozrywa ich wnetrznosci - ale i to z czasem mija. Stajesz sie ulotnym wspomnieniem, iskra ktora dawno juz zgasla.
Nie znalazlam... Nadal nie pojmuje gdzie ukryty jest sens tego wszystkiego.
By the way, he had right when he told me I guarantee you'll miss me cause you changed the way you kiss me...